Blog poświęcony popularyzacji badań klimatycznych
Blog > Komentarze do wpisu

Marcin Bosacki i Makkartyzm antynaukowy

Dzisiaj  (5 marca 2010) pojawił sie artykuł w  NYTimesie dotyczący wymiany korespondencji emailowej pomiędzy członkami Amerykańskiej Akademii Nauk z sekcji badań o otoczeniu i ekologii. Jeden z nich - Stephen Schnieder przyrównał obecne ataki na naukowców związanych z "climategate" do neo Makkartyzmu. Paul Falkowski, profesor z Uniwersytetu w Rutgers,  napisał że naukowcy powinni występowąc w swojej obronie w publicznym radio i w telewizji. Falkowski http://lifesci.rutgers.edu/~molbiosci/faculty/falkowski.html  nie tylko jest członkiem Amerykańskiej Akademi Nauk, ale niedawno został  wybrany do jej rady nadzorczej. Pamiętam go z publikacji biologi morza i ciekawego eksperymentu dotyczącego zakwitu fitoplanktonu i deficytu żelaza.

Taki Makkartyzm naukowy związany z "climategate" pojawia się ostatnio w Polsce. Pierwszego marca "Gazeta Wyborcza" opublikowała artykuł "Naukowcy, święte krowy"  Marcina Bosackiego, w którym dostaje się naukowcom poczynając od tych związanych z badaniami zmian klimatu a kończąc na epidemiologach.  Bosacki podsumowuje swój artykuł "Ale naukowcy to nie są święte krowy. Oni i ich panele muszą wreszcie nauczyć się tego, czego dawno uczą się (z różnymi skutkami) politycy i ich partie oraz dziennikarze i ich media. Jeśli wkraczasz w sferę publiczną, jeśli wpływasz na życie milionów i wydawanie miliardów, pole do pomyłki się zmniejsza. Jeśli mylisz się lub manipulujesz, ludzie przestają ci wierzyć. Kropka." Zresztą wypowiedż Bosackiego to kontynuacja dość agresywnych ostatnio w Polsce wypowiedzi dotyczących nauk o zmianach klimatu, m.in.  Ł. A. Turskiego, Zbigniewa Jaworowskiego, czy Komitetu Nauk Geologicznych Polskiej Akademii Nauk (ta dość nieprawdopodobna sytuacja, w której naukowcy z innej dziedziny atakują  inną dziedzine wiedzy wymaga osobnego wpisu).   Wszystko to powoduje spadek zaufania do nauki, nie tylko o zmianach klimatu.

Warto prześledzić artykuł Bosackiego, żeby zrozumieć o co chodzi członkom Amerykańskiej Akademi Nauk.

Wypowiedż Bosackiego nie ma nic wspólnego z popularyzacją nauki czy faktami a sam artykuł jest jednostronną opinią.  Widać, że  autor  nie ma pojęcia o badaniach klimatycznych  - o tym za chwilę. Przypuszczam, że tego typu poglądy odzwierciedlają nastroje wśród "ogółu publiczności",  zaczynają to dostrzegac sami naukowcy.  O tym jest artykuł w NYT i tutaj te wątki amerykańskie i polskie się łaczą.  Sam Falkowski twierdzi, że jest "naukowcem i obywatelem", i że ma obowiązek bronienia nauki.  Zaczynam się z nim zgadzać czytając wypowiedzi Bosackiego w "Gazecie".

Warto prześledzić artykuł Bosackiego.  Jest tam bład na błędzie jeżeli chodzi o fakty. Dla przykładu jest opisany Mark Siddall, oceanograf pracując m.in. nad modelowaniem zmian poziomu oceanu.  Sidall opublikował artykuł w 2009 roku, który wycofał z powodu dwóch błędów jakie w nim zrobił. Napisałem email do Siddala, z prośbą o interpretacje wypowiedzi Bosackiego.  Odpisał dośc szybko mówiąc, że wycofał artykuł i jest to opisane na blogu czasopisma Nature
http://blogs.nature.com/news/thegreatbeyond/2010/02/sea_level_paper_withdrawn_on_a.html
napisał też,  że skontaktowała się z nim tylko jedna gazeta
http://www.guardian.co.uk/environment/2010/feb/21/sea-level-geoscience-retract-siddall
a wszystkie inne artykuły są komentarzem.  W komentarzu Bosackiego czytamy  "Siddall przeprasza i mówi, że nie wie, o ile poziom oceanów wzrośnie".  W rzeczywistości Siddal nie kwestionuje oceny IPCC, że poziom oceanów wzrośnie tylko pisze, że w jego pracy, opublikowanej w 2009 roku (czyli już po publikacji IPCC w 2007)  były dwa techniczne błędy i praca nie mogła byc poprawiona, ale powinna być wycofana.  Ocena poziomu wody w oceanach  była szacowana przez IPCC na 18cm-59cm w roku 2100 i podkreślała, że nie ma jeszcze dobrej oceny wpływu topnienia lodu. Nowsze oceny zrobione przez Martina Vermeera i  Stefan Rahmstorfa opublikowane w grudniu 2009 dają wartości 0.75m-1.9m w 2100.  Komentarz Bosackiego stwarza wrażenie, że błędy Siddala podważają sekcję raportu IPCC dotyczącą zmian poziomu oceanu co nie jest prawdą.

W artykule Bosackiego czytamy też taki komentarz: "Już w 2005 r. szef Narodowego Centrum Huraganów w USA Christopher Landsea wycofał się z prac IPCC, gdyż szefowie Panelu straszyli ludzkość, że ocieplenie (które też uważa za fakt) powoduje silniejsze huragany - na co już zdaniem Landsea dowodów nie ma. Ostrzegł Pachauriego, że pisanie raportu jest w IPCC "z góry motywowane przez partykularne interesy i gwałci zasady nauki". Pachauri go zignorował."

Oczywiście Chris Landsea nie jest szefem Narodowego Centrum Huraganów, a sam raport IPCC IV z 2007 roku (opublikowany dwa lata po wycofaniu się Landsea z jego prac) jest bardzo konserwatywny w ocenie zmian zarówno intenywności jak i powstawania cyklonów tropiklanych.  Pachauri nie zignorował Landsea, bo Pachuri nie zajmuje się cyklonami tropikalnymi, a tę część raportu pisali fizycy atmosfery a nie Pachuri, który nie miał tu nic do gadania.  To, że Landsea wycofał się z pracy nad raportem nie oznacza, że poglądy w nim zawarte są  błędne. Żeby to wszystko zrozumieć, trzeba trochę znać meteorologię  i małe środowisko naukowe zajmujące się cyklonami.  Po przeczytaniu artykułu Bosackiego napisałem email do Landsea z prośbą o referencje do jego nowej publikacji. Chris odpisał i podał  link do swojej strony  sieciowej
http://www.aoml.noaa.gov/hrd/Landsea/landsea_bio.html 
i do artykułu  opublikowanego w 2010 w Nature Geoscience. Artykuł  ma dzisięciu autorów, zwraca zresztą uwagę, że obok Chrisa Landsea jest też Kerry Emanuel (dla nie ekspertów - obaj są nieco po innej stronie barykady w dyskusji o wpływie temperatury na intensywnosc cyklonów).  Co z tego artykułu wynika?  W streszczeniu czytamy, że modele numeryczne przewidują wzrost o  2-11% w intensywności cyklonów tropikalnych w roku 2100. Artykuł podkreśla też, że w analizie używane są nowe techniki oparte na pomiarach satelitarnych.  Dla mniej wtajemniczonych wyjasniam o co chodzi. Otóż ocena zmian klimatycznych intesywności cyklonów tropiklanych i ich rozwoju po cyklogenezie (powstaniu) oparta jest na technikach (tzw metoda Dvoraka), które zależą od jakości danych satelitarnych.  A te zmieniały się poprzez ostatnie dekady; trzeba z tego powodu zrobić "ujednorodnienie" pomiarów, co jest dość trudne.   Szczerze mówią dla mnie stanowisko Landsea i dalsze prace środowiska naukowego zajmującego się badaniem cyklonów tropikalnych  jest przykładem szalenie pozytywnym - stałego rozwoju fizyki atmosfery, a nie jak chce Bosacki, jej upadkiem. Ta część badań klimatycznych zależy od pomiarów satelitarnych - jeszcze w latach 1950 takie pomiary nie istniały! Gdyby nie meteofologia satelitarna to obecne ostrzeżenia o cyklonach tropiklanych byłyby znacznie gorsze. 

Pomijając sprawy naukowe - Bosacki wypisuje głupstwa o samym  IPCC. Dla przykładu czytamy -  "Pachauri to wie, bo im za grube pieniądze doradzał. Teraz tłumaczy, że wszystkie honoraria szły nie do jego prywatnej kasy, tylko na instytut, który "nie działa dla zysku". Ale krytykuje go nawet bardzo przychylny z reguły "New York Times". Czyż nie jest przyjemniej rozbijać się po świecie jako szef wielkiego instytutu, niż być nikomu nieznanym ekspertem w Delhi? Czyż nie jest lepiej dostać pokojowego Nobla, niż go nie dostać?". Sprawia to wrażenie, ze Pachuri jest jakąś niebywale ważną osobą w procesie pisania raportów IPCC i jest szefem wielkiego instytutu. W rzeczywistości IPCC  nie jest żadnym "wielkim instytutem" bo raport jest pisany przez naukowców rozproszonych po całym świecie i pracujących instytucjach takich jak NASA,  Uniwersytet Kalifornijski, Yale, Princeton, Harward, MIT. Pachuri nie finansuje żadnych badań naukowych.  Ma kilka osób, które pomagają w publikacji raportów. Sam Pachuri jest praktycznie mało znany w środowisku naukowym. Już bardziej znaną osobą jest Susan Solomon, która była szefowa I grupy roboczej IPCC  i dostała medal Rossbiego, najwyższe odnaczenie dla fizyka atmosfery w Stanach, za prace badawcze nad dziurą ozonową. 

Co z tego wszytkiego wynika dla Bosackiego? Otóż z tego, że nauka się rozwija, że naukowiec który zrobił błąd i się do tego przyznał, że naukowcy między sobą dyskutują i się ze sobą nie zgadzają, ale starają się dojść do wspólnego stanowiska Boscaki wyciąga wniosek, że naukowcy manipulują.  Nie jest to pogląd odosobniony. Obecny napad na badania klimatyczne jest bez precedensu.  Dla większości naukowców zajmująych się zmianami klimatu ta sytuacja jest zaskoczeniem.  Pokazuje to, że naukowcy muszą  zajmować się popularyzacją nauki, czy tego chcą czy nie. Jednocześnie musi istnieć ochrona działalności naukowej ze strony stowarzyszeń naukowych, bo wielokrotnie badania klimatyczne wkraczają na pole polityki, działalności  o której fizyk atmosfery, meteorolog, klimatolog, oceanograf nie mają pojęcia.  Żeby jednak nie zwalać całej odpowiedzialności na samych badaczy za knot Bosackiego -  dobrze by było, żeby opiniotwórcze dzienniki w Polsce miały dobrych dziennikarzy naukowych. Gazeta Wyborcza miała kiedyś dobry dział naukowy, który został rozmontowany. Popularyzacja nauki nie może polegać na czytaniu opini z drugiej ręki.

 

PS 4 marca 2010 umarła Joanne Simpson,  pierwsza kobieta, która uzyskała doktorat z metorolologii.  Joanne była "feministką naukową" i dzięki niej wiele kobiet zaczęło i kontynuowało pracę w oceanografii i fizyce atmosfery.  Zajmowała się atmosferą tropikalną, m.in.była szefową  misji satelitarnej TRMM. Dostała  za swoją prace Medal Rossbiego - najwyższe wyróżnienie Amerykanskiego Towarzystwa Meteorologicznego. 

sobota, 06 marca 2010, pcirrus

Polecane wpisy